Tag

zakupy

Torebki Kors w Lidlu i Fiskars w Rossmannie. Pora umirać!

By | Blog, Szoty | No Comments

Wiem, że teraz moda taka na krzyczenie, że „oto ja, człowiek wyzwolony (jak Frytka) nie mam telewizora. Nie oglądam M jak miłość ani nawet Na Wspólnej, a TVN to zło, a TVP to reżim”. Osobiście to chętnie poszłabym nawet do TV Trwam, bo jestem pazernym uwagi blogerem i mi bez różnicy kto zaprasza. Powiem więcej. Posiadam w domu telewizor i nie mam pojęcia jak można Netflixa na małym laptoku oglądać. W moim wieku minimum 58 cali żeby widzieć kto z kim się bije w Grze o Tron. Takie mam wymagania. I jak gniję przed kompem to gra mi w tle telewizor.

Dzisiaj ogarniam internetowy wszechświat, w tle mi gadają reklamy i słyszę, że o Panie promocja w Rossmannie. Nadstawiam ucho i słyszę, że jakiś hit do kupienia. Szczotka do włosów z kukurydzy. Że co kurwa, że what?! Z kukurydzy. Nie patrzyłam uchem więc wyobraziłam sobie jak to coś może wyglądać i latem mam zamiar nazbierać sobie kolb i tym się czesać. Taniej i eko. Zaraz po magicznej szczotce laseczka odpala kolejny hit, serum z jaskółczych gniazd. Z dupy. Pójdę dalej w modne eko, nasmaruję się gniazdem bocianim. Wnioskuję, że bocianie gniazdo ma lepszą moc. Osobiście byłam świadkiem jak bocian obesrał dach domu i zeżarło kolor z blachodachówki. Bocianie gniazdo zrobi niezły peeling kwasowy na mordzie. Za darmo! Było jeszcze coś o jakimś preparacie na cellulit. O LOL, ja znam taki preparat! Woda się nazywa. Piję dużo wody i nie mam cellulitu. Olaboga dajcie mi Nobla. Nie musicie już tracić hajsu na cudowne odcellulitacze, 2 flaszki wody na dzień i po kłopocie. Na koniec jeb! Narzędzia Fiskars w drogerii. Sekator do depilacji chyba, no bo po co on w drogerii? Co mają wspólnego nożyce do żywopłotu z szamponem do włosów z łupieżem? Ja też nie wiem.

Ale to jest nic. Lepszym hitem jest dla mnie promka w Lidlu. Bo w Lidlu będą torebki Korsa za 799 zeta. Haha  Faszjonistki mają już swoje Korsy za stówkę od Majfrienda i nie przepłacą w Lidlu. Co z tego, że w dyskoncie oryginał skoro zamówią sobie podróbę za grosze żeby poświecić metką, na Insta i tak nikt nie zauważy! Jeśli ktoś chce oryginał to pójdzie i kupi sobie na Zalando, a nie w Lidlu. Ja nie kupię. Mam odrazę do tej marki, bo to chyba najczęściej podrabiany brand i nawet z oryginałem czułabym się jak z podjebką  Zresztą Kors z Lidla? Eee… Marka, która chce uchodzić za powiew luksusu leżąca obok śledzików na raz? Eee…?

Rzeczywiście telewizja może ogłupiać, mnie inspiruje. Tak sobie posłucham o świecie, o promocjach, o jakichś pochodach i trudnych sprawach i od razu moje sprawy wydają się takie proste, a życie piękne, bo nie potrzebuję tych wszystkich orlich gniazd i kremów na rozstępy pod lewą pachą. Sekator w drogerii, Korsy w Lidlu, brakuje mi do tego pojedynku Gessler z Wellman na Fame MMA, oh wait… Coś w trawie piszczy, że dziewczyny się nie lubią, a ten ring to może wcale nie jest plotka?

Tak jakby luksusowe zakupy…

By | Blog, Szoty | No Comments

 

fot. Ekstrawagancka

Przypomniała mi się historia, tak jakby luksusowa. Akcja działa się jakiś czas temu. Nie przywykłam bulić za znaczek. Mogłabym, pytanie po co? Weszłam do Douglasa, a myślę se – zaznam luksusu, zapierdolę eyeliner za stówę. Pani już do mnie leci w oparach perfum i zapytuje co se życzę. Se życzę kurwa jacht, ale co jej będę gadać? Powiedziałam, że liner by mi się przydał. No to hop siup, leci jak sarenka. Pokazuje mi pierwszy za pięćdziesiąt kilka złotych. No niech tam, se myślę, może akurat wypas. Już na ręku zaczął jej się mazać. Mówię not, daj Pani coś co się utrzyma na oku dłużej niż pięć minut. To hopla, galopuje do jeszcze droższej wystawki i słodzi, że ten dobry. No stówka, to musi być dobry. A taki chuj, miał być czarny- wygląda jak szary. Przebiera nogami do kolejnej szafy, o ten to już luks, no taka zajebioza, że szał ciał. Tia…pędzelek jak szczotka. Mówię jej niet, ja jednak ten zakup przemyślę. A ona do mnie – ale ten eyeliner, który ma Pani na sobie super jest. Jo kurwa, Wibo za 5 złotych. Wyszłam, poszłam do Hebe, kupiłam liner za dychę.
I tak se myślę, że ja czasem coś z wyższej półki kupię ale w większości przypadków to już wolę na ten jacht odłożyć niż kupować wyłącznie metkę.

Co warto kupić na Aliexpress? Moje najlepsze zakupy, dużo linków!

By | Blog, Śmietnik | No Comments

Chcieliście wpis o moich najlepszych zakupach na Aliexpress. Oto i on. Dużo zdjęć, dużo recenzji, najlepsze linki do produktów i sklepów, w których robię chińskie zakupy. Znajdziecie tutaj same perełki. Pokażę Wam trochę ciuchów, sporo gadżetów zarówno kosmetycznych jak i takich srakich jak etui na telefony czy dodatki do GoPro. Będzie coś dla kotów i coś do paznokci. Jednym słowem – wszystko. Wszystko co się u mnie sprawdziło. Co warto kupić na Aliexpress? Wszystko co nam się przyda i ma dobre feedbacki (opinie). Lecimy!

Ciuchy i buty z Aliexpress

Mam 163 cm wzrostu, ważę około 55 kg, Wymiary Pudi- 88/68/88. Długość płetwy- 23,5 cm, rozmiar  buta najczęściej 37,5.

Sukienki z Aliexpress

Uwielbiam sukienki z Aliexpress! Po pierwsze – można wyszukać takie perełki, w których nie lata połowa miasta. Po drugie – nawet jeśli ktoś lata po mieście w takich kieckach, to kupując je w Polsce, zabulił za nie co najmniej dwa razy tyle!

Żółta sukienka z dwóch pierwszych zdjęć robiła furorę na Meet Beauty w ubiegłym roku. Solidna, piękna, świetnie odszyta, rozmiar S. Przyszła szybko, w jakieś 2 tygodnie. Zapłaciłam za nią 27,52 $. Sukienkę kupiłam TUTAJ, link do sklepu TUTAJ.

Długa sukienka to ostatni nabytek. Wygląda jak milion dolarów. Ma odkryte plecy z wiązaniem, które zamaskuje stanik. Materiał sztuczny ale przewiewny, lekki i przyjemny, rozmiar M. Leciała około miesiąca. Płaciłam 11,58 $. Link do aukcji TUTAJ, link do sklepu TUTAJ.

Żółta spódnica i bluzka, komplet ma już prawie dwa lata, a nadal uwielbiam. Grubszy, dobry materiał, piękne kwiaty, falbanki, nikt takich łaszków nie ma. (Bo i mało kto wskoczy w żółtą żarówę haha 😀 ). Dostępne dwa rozmiary- S i M. Kupiłam M i jest akurat. Przyszła jakoś szybko. Zapłaciłam 17,53 $. Link do aukcji TUTAJ, link do sklepu TUTAJ.

Czarna, sweterkowa, prążkowana sukienka. Świetnie podkreśla sylwetkę, ładnie się układa, jest dość ciepła choć nie gruba. Ma efektowne wiązania wzdłuż rękawów. Kupiłam rozmiar M, szybka dostawa, kosztowała 13,42 $. Sklep już niestety zdechł ale identyczną znalazłam TUTAJ, link do sklepu TUTAJ.

Asymetryczna sukienka moro z hokerem na szyi. Bawełna! Przyjemna, miła, genialnie się układa i jest super wygodna. Piszę i sprawdzam link, a tu taki chuj. Sklep zlikwidowany więc i tak nie kupicie ale już nie będę kasować jak jest na zdjęciu 😀 Nic podobnego nie znalazłam 🙁

Biała, koronkowa sukienka z falbanką na ramionach jest z tego samego, zlikwidowanego sklepu co ta moro ale znalazłam identyczną gdzie indziej. Moja jest z grubszego materiału z podszewką, nie rozciąga się, ta którą znalazłam wydaje się być identyczna. Mam rozmiar L, trzeba kierować się tabelką z wymiarami.Płaciłam 14,50 $. Link do sukienki TUTAJ, link do sklepu TUTAJ.

Buty z Aliexpress

Jeśli chodzi o buty nie zamawiam ich jakoś bardzo z Ali (wolę jednak solidne marki na stopach 😉 ) ale czasami warto zwrócić uwagę na takie sezonówki, które mają fajne ceny i ciekawy wygląd. Mam dwie pary klapek, które ubóstwiam.

Żółte klapki, najwygodniejsze buty świata! To jest słuchajcie hit! Kupiłam do hotelu ale jak je wsadziłam to przez tydzień praktycznie nie ściągałam i zwiedziłam w nich Sycylię wzdłuż i wszerz. Lekkie, piankowe, wygodne i do tego urocze! Kocham je! Mam je do dziś i nadal w nich śmigam, a kosztowały 5,38 $. Są genialne! Brałam rozmiar 6,5. Link do klapek TUTAJ, link do sklepu TUTAJ.

Kudłate, kolorowe klapki. Nie wiem skąd się wzięła ta włochata moda ale jak zobaczyłam kolorowe włochacze to musiałam je mieć. Kupiłam niedawno, chodzone tylko po domu ale stwierdzam iż są wygodne, a przede wszystkim efektowne i raczej nikt ich nie będzie w okolicy miał. Rozmiar 6,5, kosztowały 12,71 $. Szły długo ale to pewnie dlatego, że zamówiłam je na promce 11.11, a wtedy zawsze są opóźnienia. Link do butów TUTAJ, link do sklepu TUTAJ.

Bikini i bielizna z Aliexpress

Prawie wszystkie stroje kąpielowe kupuję na Aliexpress. Są tanie, ładne i nie różnią się od tych milion razy droższych w naszych sklepach. Zazwyczaj biorę rozmiar M żeby mi cycki weszły i zmniejszam ich obwód, chyba że są wiązane, wtedy nie ma problemu. Normalnie noszę gacie M i nacycniki 70c. Oprócz bikini uwielbiam striny z Ali (innych gaci nie noszę, bo nie lubię) oraz mam ulubiony fason staników, które kupuję u Majfriendów od czasu do czasu. Fot staników i gaci nie będzie, bo nie, nie mam żadnych na telefonie, a nie chce mi się tego wsadzać i fotografować.

Białe bikini i różowe bikini to zakup za niecałe 6 $. Mają odczepiane ramiączka, które od razu wywaliłam, bo nie lubię opalać się w paski. Jak wspomniałam jest to rozmiar M. Lekko usztywniane miseczki, niczym nie wypchane, dobrze trzymają cycki, gacie też spoko. Kupiłam je z aukcji TUTAJ, link do sklepu TUTAJ.

Żółte bikini ma podobny krój i cenę jak dwa wcześniejsze. Gacie mocno wycięte, dodatkowo frędzelki robią robotę tylko trzeba pamiętać żeby podczas opalania je skitrać żeby nie opalić się w dzióbek 😉 Niestety sprzedawca zaginął wraz ze sklepem w niewyjaśnionych okolicznościach, a szkoda. Znalazłam podobny fason ale nie jest on jednak identyczny. W razie czego link do aukcji TUTAJ, link do sklepu TUTAJ.

Oprócz bikini lubię na Ali zamawiać stringi. Bawełniane z miękką koronką, ładne i wygodne. Dodam Wam tu linki. Na swój zad biorę Mkę, kosztują grosze, polecam. Tutaj kupuję je najczęściej, link do aukcji (przykładowy, bo warto przejrzeć i inne z tego sklepu) – TUTAJ, link do sklepu TUTAJ. Kupowałam też między innymi TUTAJ, w sklepie TUTAJ oraz na aukcji TUTAJ w sklepie TUTAJ.

Staniki kupuję z reguły w dobrych sklepach bieliźniarskich ale też mam pewien wyjątek. Otóż jeden z popularnych fasonów na Aliexpress jest dla mnie idealny i często przebija wygodą i wykonaniem staniki za kilkaset złotych. Mało tego! Koleżanka identyczny stanik kupiła w jednej z sieciówek u nas za stówę (porównywałyśmy centymetr po centymetrze!). 32c to mój 70c, pasuje jak ulał. Stanik jest lekko usztywniany ale bez pushupa, bardzo wygodny. Kupowałam z kilku linków i kilku sklepów, podam więc Wam przykładowy link, z którego korzystałam. Mam chyba z 5 takich staników w różnych kolorach. Jeden wytrzymuje około dwóch lat. Koszt nacycnika to mniej więcej 4-5 $ zależy gdzie i jaki. Link do aukcji- TUTAJ, link do sklepu TUTAJ.

Szalik z Aliexpress

Na dokładkę dorzucę Wam jeszcze szalik, z którego jestem bardzo zadowolona, a kosztował grosze.

Szalik jest cieplutki, lekki, duży i pewnie mało oryginalny, bo co chwilę widzę go na ulicy ale kosztował tylko 3 $ więc świetny zakup. Przyjemnie się nosi, jest miły w dotyku, trójkątny kształt, ogromny wybór kolorów, polecam. Link do aukcji TUTAJ, link do sklepu TUTAJ.

Skarpetki z Aliexpress

To są sztosy! Skary kupuję tylko na Aliexpress. Krótkie, długie, kolorowe, białe, do wyboru do koloru. Jeszcze nigdy bubla nie trafiłam, bawełniane i wspaniałe. Wrzucam przykładowe zdjęcia i linki, bo tam jest istne Eldorado!

Link do aukcji kolorowych – TUTAJ, link do sklepu – TUTAJ

Link do kolorowych zwierzaków stópek – TUTAJ, link do sklepu – TUTAJ

Link do kolorowych kotków – TUTAJ, link do sklepu – TUTAJ

Link do myszek jasnych – TUTAJ, link do sklepu – TUTAJ

Linku do tych z falbankami już nie ma, a szkoda. Mam kilka różnych par takich falbaniastych w różnych kolorach. Dorzucę Wam jeszcze sztosowe skarpetki z napisem Fuck off. Co prawda rozmiar jest męski ale dają radę 😉

Link do aukcji – TUTAJ, link do sklepu – TUTAJ

Gadżety z Aliexpress

Aliexpress to zatrzęsienie wszelkiego badziewia. Dużo osób kupuje tam co leci. Chore pojeby. Ja kupuję na Ali dwa, trzy razy do roku za 100-200 $. Kilka miesięcy wrzucam w koszyk, potem wywalam to czego nie jestem pewna i kupuję ostatecznie kilka przemyślanych rzeczy. Ten mój dzisiejszy post to zestawienie wieloletnie 😉 Czas na kategorię gadżetów z Aliexpress.

Pędzle do makijażu z Aliexpress

Zaczynamy kosmetycznie. Pędzle z Aliexpress. Mam chyba ze trzy zestawy z Ali. Jednak najlepsze pędzelki to te najnowsze. Mam je od początku grudnia. Przyszły błyskawicznie! Kosztowały 14,08 $ i są idealne. Miałam okazję używać pędzli tanich i drogich, markowych i tych no name i te pędzle od Jessup wygrywają w przedbiegach. Bardzo ale to bardzo polecam! Link do zestawu TUTAJ, link do sklepu TUTAJ.

Peruki z Aliexpress

Peruki kupiłam na Aliexpress już dawno. Kupiłam je żeby… sprawdzić jak będę czuła się w blondzie i krótkich włosach, jak widać czułam się dobrze na tyle, że od roku jestem krótkowłosą blondynką. Peruki te nie są jakieś mega ale nie wieja też sztucznością na kilometr. Przydadzą się na przykład do zdjęć. Za długą zapłaciłam 10 $, a za krótka 9 $. Sklepu już nie ma ale TUTAJ możecie sobie pobuszować 🙂

Gadżety dla kotów z Aliexpress

Narożny drapak, czochracz dla kota ma po bokach pojemniczki na kocimiętkę, która przychodzi w zestawie. Moje koty uwielbiają drapać się o ten bajer! Drapak można zamontować na śrubki lub przylepiec (też w zestawie). Żeby nasypać kocimiętkę wystarczy zdjąć część z wypustkami i wsypać ją po bokach. Janusz i Grażyna mają dwa czochracze przyczepione na dwustroną taśmę z pianką z Tesco, bo ten chiński klej był słaby. Gadżety wiszą przy futrynach i koty chętnie zostawiają na nich swoją sierść, która potem zbieram rurą od odkurzacza. Link do aukcji TUTAJ, link do sklepu TUTAJ.

 Rękawica do odkłaczania kota to kolejny must have kociarza. Moje koty nie przepadają za głaskaniem rękawicą ale podobno niektóre uwielbiają. Rękawica jest duża, zapina się na rzep, gumowa powłoka z wypustkami świetnie wygłaskuje każdy kłaczek. Janusz i Grażyna są nią odkłaczane przy każdym wyjściu do ogrodu. Łapka rewelacyjnie zbiera kudły! Przydatny bajer! Link do aukcji TUTAJ, link do sklepu TUTAJ.

Pokrowce na telefony

Tych też na Ali zatrzęsienie. Kosztują grosze i często są miliony razy tańsze niż identyczne u nas w sklepach. Kiedyś kupowałam wielkie, śmieszne, silikonowe pokraki ale zajmowały za dużo miejsca. Teraz wybieram raczej proste bling-bling z praktycznym pierścieniem do trzymania lub podparcia. Wrzucam dwa przykłady tego co posiadam.

Link do brokatowego etui TUTAJ, link do sklepu TUTAJ

Sklep od lusterkowego etui już nie istnieje ale identyczne znalazłam TUTAJ, link do sklepu TUTAJ.

Okulary przeciwsłoneczne z Aliexpress

Od razu mówię. Kupujecie na własną odpowiedzialność! Jak oślepniecie to nie moja wina. Pokazuję co kupuję ale nikogo nie namawiam. Sama noszę, jedne nawet sprawdziłam u optyka i o dziwo pochwalił ich jakość ale żadnej odpowiedzialności za nikogo nie biorę i nie chce też słuchać, że oślepnę. Oślepnę, to oślepnę, na chuj drążyć temat? Kupuję, bo mi się podobają.

Jak widać nie mam normalnych okularów z Aliexpress. Same popierdolone. Połowa linków już dawno nie działa, a oksy działają i zwracają uwagę.

Link do białych z kwiatkami, na dole TUTAJ, link do sklepu TUTAJ

Link do różowych z kryształkami, na górze TUTAJ, link do sklepu TUTAJ

Wyszukałam dla Was linki z innych sklepów, okulary jak moje:

Link do czarnych, koronkowych, z prawej TUTAJ, link do sklepu TUTAJ

Link do takich jak żółte, znalazłam tylko czarne TUTAJ, link do sklepu TUTAJ

Link do tych z przezroczystymi oprawkami, prawy, górny róg TUTAJ, link do sklepu TUTAJ

Link do czarnych, w środku TUTAJ, link do sklepu TUTAJ

Różne gadżety z Aliexpress

Na zdjęciu macie przykładowe szpargały, które mogą się przydać. Powrzucam też kilka luźnych linków do rzeczy, którym zdjęć nie robiłam, bo uważam, że to zbędne.

Holograficzny plecak z Aliexpress to jeden z moich ulubionych zakupów. Mega pojemny, dobrze zrobiony, wytrzymały, w środku ma dodatkową, zasuwaną kieszeń. Zabieram go zawsze na wakacje i wyjazdy. Ba! Raz nawet spakowałam do niego całe życie i pojechałam na weekend. Zdecydowanie polecam. Jedyny minus plecaka jest taki, że jak nawaliłam w niego tonę gruzu to szelki trochę mnie piłowały i nie wiem czy nie dać im jakichś gąbeczek? Płaciłam 26 $. Link do plecaka TUTAJ, link do sklepu TUTAJ.

Kultowa szczotka do włosów z Aliexpress to aktualnie moja ulubiona. Od lat używam szczotki z dzika i nie uległam modzie na badziewne TT więc chętnie kupiłam tę szczotkę. Co prawda nigdzie nie jest napisane z jakiego włosia jest wykonana ale obstawiam właśnie dzika. Szczotka dodatkowo ma syntetyczne igiełki osadzone w kępkach włosia naturalnego. Doskonale rozczesuje włosy. Uwielbiam ją i polecam. Zapłaciłam 2,33 $. Link do szczotki TUTAJ, link do sklepu TUTAJ.

Gąbeczki bambusowe do mycia twarzy kupiłam z polecenia Agnieszki i mam pierwsze użycia za sobą. Ładnie zbierają maseczki oraz inne produkty kosmetyczne, na przykład te do mycia twarzy. Kosztują grosze i są świetne. Jedna sztuka kosztuje 59 centów. Link do gąbeczek TUTAJ, link do sklepu TUTAJ.

Link do szczoteczek do rzęs TUTAJ, link do sklepu TUTAJ.

Dodatki do GoPro Hero 5, na zdjęciu zestaw ze statywem. Małe, tanie i poręczne, dodam, że gwint, przelotka sto razy lepsza niż tandeta, którą kupiłam u nas za 10x więcej. W zestawie także uchwyt do telefonu, przydaje się! Zapłaciłam 2$ za całość! Link do zestawu TUTAJ, link do sklepu TUTAJ.

Link do obudowy GoPro Hero 5 z osłonką na obiektyw, lepsza niż fabryczna TUTAJ, link do sklepu TUTAJ.

Genialna przelotka gwint 1/4 z aluminium do GoPro Hero 5, link TUTAJ, link do sklepu TUTAJ.

Złoty pasek do sukienki, link TUTAJ, link do sklepu TUTAJ.

Ładny łańcuszek TUTAJ, sklep TUTAJ.

Akcesoria do paznokci i lakiery hybrydowe z Aliexpress

Bardzo lubię kupować na Aliexpress drobiazgi do paznokci. Kiedyś eksperymentowałam z jakimiś kosmetykami ale jednak nie będę ryzykować, wolę kupić nasze. Obaw nie mam do lakierów hybrydowych. Nikomu jednak nie wciskam na siłę. Przypominam, że tylko pokazuję co kupuję i lubię, nikogo nie zmuszam do zakupów. Akcesoria do paznokci kosztują na Ali grosze, podczas gdy u nas są dużo droższe.

Lakiery hybrydowe i lampy UV z Aliexpress

Lampa do paznokci SUNUV SUN2 48W, świetna, mocna, szybka lampa, wysyłka z Estonii więc błyskawiczna dostawa w około tydzień. Używam od roku i jestem zadowolona. Wcześniej miałam słabszą i szlak ją trafił. Polecam! Zapłaciłam 28,36 $. Link do lampy TUTAJ, link do sklepu TUTAJ.

Lakiery hybrydowe z Aliexpress zamawiam tam gdzie znajdę dobre komentarze i kolory, które mi pasują. Nigdy się nie zawiodłam. Wrzucam kilka przykładowych linków, z których korzystałam.

Lakiery hybrydowe Bling termiczne TUTAJ, sklep TUTAJ.

Lakiery hybrydowe Elite99 TUTAJ, sklep TUTAJ.

Lakiery hybrydowe Azure TUTAJ, sklep TUTAJ.

Lakiery hybrydowe Belen TUTAJ, sklep TUTAJ.

Akcesoria i ozdoby do paznokci z Aliexpress

Zajebiste cążki do skórek Born Pretty z Aliexpress. Katuje je od dawna i ciągle są ostre. Precyzyjne, wygodne, ideał za grosze, dokładnie za 2,58$. Link TUTAJ, sklep TUTAJ.

Podobnie jak lakiery kupuję pyłki i ozdoby do paznokci – sprawdzam feedbacki i na ich podstawie zamawiam. Oto przykładowe linki do moich zamówień.

Złote płatki do paznokci ze zdjęcia, link TUTAJ, sklep TUTAJ.

To się chyba nazywa pyłek syrenka, link TUTAJ, sklep TUTAJ.

Pyłek holograficzny, link TUTAJ, sklep TUTAJ.

Neonowe pyłki do ombre, link TUTAJ, sklep TUTAJ.

Pyłek efekt lustra, link TUTAJ, sklep TUTAJ.

Kosmetyków z Ali już nie zamawiam. Kilka razy spróbowałam ale to nie dla mnie. Jest natomiast jeden kosmetyk, którego używam od lat jest to GENIALNA keratyna do prostowania włosów Pure Purc, o której pisałam w artykule Purc Pure Keratin z AliExpres, czyli jak uratować włosy 🙂 Używam jej nadal i chyba nigdy nie przestanę. Efekt utrzymuje się do pół roku, włosy po niej są gładkie i rewelacyjnie miękkie. Żadna odżywka nie daje takich efektów. Opakowanie na długich włosach wystarczało mi na 2 użycia, przy krótkich wystarczy pewnie na 5 razy. Wbrew temu co pierdololo niektórzy, włosy po czasie nie są gorsze, wracają do siebie, żadnych minusów! Link do keratyny TUTAJ, sklep TUTAJ.

***

Ja pierdolę. Ten wpis tworzyłam przez prawie 10 godzin. Większość linków to linki afiliacyjne. Oznacza to, że robiąc z nich zakupy zarobię jakieś 3 grosze na produkcie. Myślę, że nie macie nic przeciwko? Jeśli chcielibyście też zarabiać grosiki na Aliexpress mogę w przyszłości napisać posta o tym jak to robić. Nie musicie być blogerami. Linki można wrzucać i w inne miejsca, na przykład na moją grupę zakupową na FB Aliexpress BEZ podróbek, na która serdecznie Was zapraszam. Mam nadzieję, że ten wpis przyda się wielu osobom.

 

 

 

 

 

 

Konsumpcjonizm czy minimalizm?

By | Blog, Przemyślnik | No Comments

Czasami w wietrze tych moich przemyśleń stanę w takim przeciągu, że aż mi gluty z nosa kapią. Bo weźcie, no pomyślcie, na jakim my świecie żyjemy? W radiu środki na infekcję pochwy, a w telewizji pożyczki na wakacje. I to musi się sprzedawać skoro reklama ciągle w eterze krąży. I jak ja tak sobie rozkminię, to na te wczasy na kredyt najlepiej jechać z tymi globulkami. Profilaktycznie. Bo przecież na takich wakacjach to różne rzeczy się dzieją i z różnymi ludźmi. Kolega mówił.

 

Te wszystkie reklamy to nas generalnie w chuja robią. To znaczy naiwnych robią. Pomijam tu dzieci i osoby starsze, tutaj to wiadomo. W Lidlu opiekacze na promce… tak jakby ludzie głupi byli. Przecież wiadomo, że latem to tylko grill, kiełbasa, browarek i kilka szparek. Tak się żyje! W jakimś tam markecie z elektroniką telewizor za pół ceny jeśli nasza reprezentacja do półfinałów wejdzie. No sorry, nieaktualne. Kulki mocy były przeterminowane. A mogli smalec jeść, a nie bez glutenu, bez cukru, bez smaku. W kolejnym markecie dwunastopak piwa za dwie dychy, bo co? Ze mną się nie napijesz? No chyba nie. Zmień pracę i weź kredyt! I już reklama banku ciśnie się z nową kartą. Darmową! A po trzech miesiącach jeb! I trza płacić.

Nowy telewizor, samochód, telefon, kiecka z najnowszej kolekcji, Wittchen z Lidla- nie da się bez tego żyć? Ta cała torebkowa akcja, ludzie…o naiwni! Poszłam do Wittchen, a tam torebki na promce, tańsze niż w Lidlu, bez kolejek i bez napierdalanki między zapienionymi babami. Nie głupio tym ludziom tak walczyć o kawałek szmaty? Zupełnie jak na zniżkach w Rossmannie. Chodzę do Jawy, tam ceny regularne są niższe niż te na obniżkach w Rossie. Mogłabym przepłacać, bo budżet pewien mam ale po co? No nie wiem. 

Blogerki maja najgorzej. Bo wiecie fotki. Trzeba nakupić pierdół do całej chałupy, te condomballsy i figurki ananasów. Kurzołapy, Ale taka moda, mieć trzeba. Dużo dodatków wszędzie, tak żeby przy samojebce w tle były modne akcenty. I jeszcze kosz badziewia do flatlajów. I ja tutaj nie mówię o tych osobach, które potrafią umiejętnie pewne elementy wykorzystać, są im niezbędne do pracy. Ja tu mówię o takich śmieciarzach- gromadzą byle mieć. Bo moda! Bo somsiad ma, ja nie kupię?Hity blogosfery- hitami pospólstwa!

Dziwi mnie zjawisko, które często obserwuję chociażby na Insta. 20 dni w miesiącu na stories słyszę narzekanie na niskie zarobki, a potem jeb! Trzy nowe paletki cieni za połowę pensji! No i chuj, nie będę żreć przez trzy dni! Ja sobie jakoś szczególnie nie żałuję, choć szacunek do pieniędzy mam. Jakbym miała wydać połowę pensji na kosmetyk to chyba byłby ze szczerego złota, pytanie po co? Żeby strzelić kilka fotek dla obserwatorów, pięć razy się pomalować i rzucić w kąt? Żeby przez resztę miesiąca płakać, że nie ma się na waciki? 

Za czym ten pęd? Za czym ta pogoń? Komu Wy się ludzie chcecie pokazać i po co? Czy Wy nie widzicie jak pięknie wkręcacie się w spiralę reklam? Bo ktoś tam wypuszcza nową serię kosmetyków, bo jest na to bum, bo trzeba jak najszybciej na blogu o tym napisać, bo staty, bo muszę to mieć, bo…Zadaj sobie pytanie czy tego potrzebujesz, czy jest Ci to potrzebne, czy dzięki temu będziesz szczęśliwszy.

Żadna tam ze mnie minimalistka. Minimalizm modny. Mam ze sto par butów. Lubię, ale stać mnie na to i nie odczuwam kolejnej pary. Nie muszę rezygnować z żarcia żeby dojebać sobie szpileczki za kilka stówek. Ale i tak zadaje sobie za każdym razem pytanie po co mi one. Jeśli uznam, że tak, są mi potrzebne, takich nie mam, nie będą stały bezużyteczne- kupuję. Kupuję, bo chcę, a nie, bo naszła na nie moda, albo somsiad ma to nie będę gorsza. Gdybym zarabiała tysiaka to albo kupowałabym buty po taniości, albo raz na ruski rok jedną porządną parę, tak żeby moje konto nie piszczało z głodu. Ale nadal moje zakupy są przemyślane. Kupiłam niedawno buty za dwa złote, kupiłam, ale i tak przed zakupem zadałam sobie pytanie “po chuj?”, odpowiedz była prosta- ładne, wygodne, będę w nich latać i latam. Nigdy nie kupuje czegoś czego nie użyję. 

Nigdy nie kupuję czegoś co nie jest mi potrzebne. Nawet na AliExpress ;) Nie gromadzę śmieci, nie zbieram bibelotów, nie wydaje kasy na coś co rzucę w kąt ani na coś co stoi i nie ma żadnej funkcji. Dodatki w domu? Świece, lustra, zegary, żywe kwiaty- tylko to co ma jakieś swoje zadanie. Z fanaberii posiadam dwie maskotki. Jedna kupiona dla jaj, druga, bo chciałam dać zarobić starszej Pani sprzedającej rękodzieło, a jej straganik ludzie omijali.

Przeraża mnie życie ponad stan. Konsumpcjonizm. Spoko- stać Cię, możesz sobie kupić nawet gumowe gówno za trzy tysiące, luz. Ale kiedy kogoś nie stać, przepierdala pensję na bibeloty, bo reklamowane czy to w telewizji czy na blogach, to coś jest nie tak. Włącza mi się światełko i zaczynam dumać. W tym przeciągu myśli przechodzą mnie dreszcze, czy ludzie są tak głupi czy naiwni i myślą, że mieć jest ważniejsze od być?

 

Jestem chora na…butoholizm. Footway mnie wspiera!

By | Blog, Świat Szmat | No Comments
Mam jeden mały nałóg. Niegroźny w sumie. Niegroźny pod warunkiem, że się hamuję. Buty. Cała Polska widziała moją kolekcję. Właściwie tylko część, bo mi się więcej przynieść nie chciało. Wiosna to czas porządków. Pozbyłam się kilkunastu par. Żeby nie było mi smutno, to kilka par dokupiłam, a kilka mi wpadło za sprawą współpracy z Footway. Moja kolekcja butów, to kolekcja mobilna- ciągle coś oddaję, wymieniam, sprzedaję, kupuję nowe, a i tak muszę dokupić nową szafę. Moje buty mają swój pokój. Tak, to już pierdolec. To dzisiaj będzie o pierdolcach!

Jakie buty lubię? Prawie każde! Moja kolekcja to buty od 5 złotych do… lepiej nie mówić? Medal za najbrzydsze buty świata mogłabym wręczyć obrzydliwcom Ugg, które mój Niemąż celnie nazywa Ugly. To, że brzydkie nie znaczy, że nie mam, kocham Ugg za wygodę i ciepełko, nie ma niczego lepszego na zimę! Do tego katuję te paskudy od jakichś sześciu lat i nadal są jak nowe. Najgorsze paskudztwo zaraz po Ugg to dla mnie to balerinki, klasyczne, zabudowane Crocsy, masywne buciory na słupku i traktorowej podeszwie, buty na słoninie, buty z przezroczystymi i foliowymi elementami oraz espadryle. Kiedy mój Niemąż po raz pierwszy zobaczył laskę w espadrylach, stwierdził, że to buty ze śmietnika?Coś w tym jest. A jakie buty lubię? Wszystkie poza tymi, które wymieniłam.
No dobra. No to uzupełniłam butorobę. Jak się nazywa garderoba z butami? Pomijam dzisiaj to co kupiłam, przejdźmy do Footway. Zamówiłam trzy pary od nich. Samo zamawianie było przyjemnością, mają dobrze zrobioną stronę. Jest nawet wyszukiwanie obrazkowe- w wyszukiwarce rozrysowane są kształty butów i możemy po niej znaleźć to co nas interesuje. Zabrakło mi tam tylko rysunku sandałów na koturnie, ale poza tym stronka przejrzysta. Zamówiłam, wysłali i… paczka była u mnie po dwóch dniach roboczych! I może nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że buty przyjechały do mnie ze Szwecji. No to kurwa szybko! Zaletą Footway jest duży wybór. Dla mnie największą zaletą jest wybór kolorów! Serio! Mają mnóstwo butów “innych”, kolorowych, takich, których u nas próżno szukać (klasyków też nie brakuje) i właśnie ta inność powoduje to, że sobie tam wrócę i jeszcze coś kupię. Właściwie, to już mam kilka par w koszyku, ale ciiiii ?
Co zamówiłam w ramach testowania ich strony? Sandały Crocs. Chyba najładniejsze buty jakie Crocs oferuje. Miękkie, lekkie, dostosowujące się do stopy. Podobno stworzone ze specjalnego tworzywa, które jest antybakteryjne i nie powoduje pocenia. Te buciki chodziły za mną od jesieni, więc wybór był prosty. Do biegania po mieście, czy na jakieś drobne wycieczki takie buty to skarb. Póki co chodziłam w nich tylko po domu i jestem zachwycona. Bardziej hardcorowe testy przejdą latem. Wybrałam też dwie pary szpilek, zgrabne sandałki kocham. Klasyczne, czarne to China Girl wybrane z sentymentu. Kiedyś miałam niemal identyczne i chodziłam dotąd aż mi…podeszwa pękła. Żółte kupiły mnie oczywiście kolorem. Uwielbiam intensywne kolory, więc delikatne szpileczki z Sugarfree Shoes trafiły do mnie nieprzypadkowo. Takie to nowe buty. Trzy pary za mszowe, a kilka par kupiłam za swoje. Wszystkie dodaję na Instagram, bo chyba wszyscy kochają buty i zawsze jak dodam fotę wywołuje to duże zainteresowanie.
Jeśli teraz myślicie sobie, że mam pierdolca na punkcie butów to tak, macie rację. Ale chyba każdy ma jakiś fetysz? Jedni gwałcą drzewa, drudzy zbierają pudełka po zapałkach, a ja kolekcjonuję buty. Żeby nie było, to wszystkie eksponaty eksploatuję, a nie, że tylko na półce stoją. Jeśli jakichś butów nie wkładam rok, półtora- oddaję do domu dziecka, albo komuś komu się przydadzą, takie kurwa trochę modne, a ja robię to od czasów kiedy modne nie było. Nic się u mnie nie marnuje i nie pokrywa kurzem. Rzadko coś sprzedaję, bo mi się nie chce, z oddawaniem jest szybciej.
Póki co chyba więcej butów nie potrzebuję, co nie znaczy, że nie kupię, bo przecież nie muszę potrzebować żeby mi się podobały. A jak mi się podobają…cóż nawet cena mnie nie boli. Na kosmetyki nie wydaję, na ciuchy w miarę rozsądnie. Z rzeczy materialnych kocham kupować buty i elektronikę, ale i tak najbardziej lubię kupować wczasy. Na co Wy wydajecie bez ograniczeń?

Jakie kosmetyki wybrać – eko, chemiczne, tanie czy drogie?

By | Bjuti Pudi, Blog | No Comments
Kosmetyki eko, czy te prosto z laboratorium? Krem za 20 złotych, czy ten za 200? Jaki produkt wybrać? Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiona jestem. Nie znam się, to się wypowiem- narodowy sport każdego prawilnego Janusza. Jako Grażyna świata blogowego powiem Wam jak ja to widzę. A widzę to pewnie inaczej niż inni, bo ja jestem inna od reszty.
choker TU                                  bluzka TU

Jestem sępem. To już wiecie. Głupie pytanie zadałam na wstępie z tym kremem za 20, czy za 200. Wiadomo, że kupię ten za 20. Chociaż jak mi coś w oko albo w nos wpadnie, to cena przestaje mieć dla mnie znaczenie?Pamiętajcie – jeśli jesteście dobrą dupą z twarzy, to krem za 20 złotych wystarczy, jak macie dupę zamiast twarzy, to ten za 200 złotych nic nie pomoże. Proste. A serio? No to było serio. Ale jakby tak pofilozofować, to zwracam uwagę na cenę, ale kieruję się też składem. O dziwo to dzięki blogowaniu mój łeb załapał co pi razy drzwi siedzi w takim przykładowym kremie. Na początku blogowania nie wiedziałam nic, a nic w temacie. Potem jakoś z ciekawości i chęci nie bycia debilem zaczęłam czytać składy, żeby Wam tu głupot nie pisać. Po prostu nie lubię być głupia w czymś czego się czepiam. Czytałam, czytałam i z czasem automatycznie wlazło mi w głowę co jest co. Ale. Jest jedno ale. Nie można popaść w paranoję. Gdybym tak wnikała w te wszystkie składy na maksa, bałabym się myć ryja nawet wodą. Wystarczy poczytać internety i może się okazać, że nasze kichnięcie to zwiastun jakiejś ciężkiej choroby autoimmunologicznej, która rzuca się na naszą skórę i zjada wnętrzności, jej nazwa jest tak popierdolona, że strach wymówić, a wszystko to wina szamponu z SLSem. Taaa na bank. Te wszystkie włosomaniaczki i inne wyznawczynie Internetowych mesjaszów dwudziestego pierwszego wieku to jakaś sekta. SLS nie, silikony nie. Wszystko rak, sraczka i generalnie dramat. Nie lubię demonizacji czegokolwiek. Każdy ma swój rozum, fajnie jeśli ktoś go umie użyć. Skrolując neta obawiam się, że nie każdy korzysta z tego organu.

choker TU                                              bluzka TU
No dobra, to co wybrać? Eko, czy trochę chemii? Równowaga. Jeśli coś jest w sprzedaży, to ktoś podpisał coś, co pozwala na dopuszczenie tego czegoś na półki sklepowe. Wszystko co mogę kupuję w Eko Zieleniaku w moim mieście. Fajne ceny, duży wybór kosmetyków i innych rarytasów skutecznie mnie przyciąga. Oczywiście nawet w tym sklepie staję przed półką i porównuję. Często okazuje się, że krem za 20 złotych ma ten sam, a często nawet lepszy skład, niż ten droższy. Wybieram ten, który bardziej mi odpowiada działaniem, ceną i składem. Dokładnie w tej kolejności. Ale to tylko krem. W zależności od kosmetyków różnie patrzę na składy. Jeśli chodzi o żele pod prysznic wybieram je nosem, podobnie z balsamami. W dupie mam SLES w składzie, bo moja skóra też ma to w dupie. Nie szkodzi mi – kupuję. Szampon może mieć SLS lub SLES, tutaj patrzę tylko, żeby nie miał silikonów, bo włosy mam delikatne i silikony mogłyby je niepotrzebnie obciążyć. Szampon ma myć. W odżywce do włosów trochę silikonu natomiast nie zaszkodzi, bo chroni mi kudły przed uszkodzeniami. Maski do twarzy lubię naturalne, najlepiej glinki, algi i inne wynalazki. Kremy też staram się wybierać rozważnie. I tak dalej. Najlepiej poznać potrzeby swojego ciała i tymi potrzebami kierować się przy wyborze kosmetyków. I nie dajcie się manii ekosrekopojebańców. Wkurwia mnie tylko, że niektóre firmy umieszczają na swoich produktach napisy typu “eko” i taka Kowalska kupuje, bo myśli, że coś jest naturalne, płaci jak za zboże, a w kosmetyku tej natury jak na lekarstwo.
choker TU                                                                              bluzka TU
A co z zakupami na chińskich portalach? Wiadomo, na bank podróbek u mnie nie zobaczycie,  kiedyś poszedł tekst o podjebkach. Ale zdarzy mi się kupić coś o wątpliwym pochodzeniu na przykład Andreę czy Black Mask. Jedno i drugie dobrze się u mnie sprawdziło, kupiłam na własną odpowiedzialność, opisałam, możecie kupić, ale to Wasz wybór. Nie jestem jakimś pierdolonym guru blogowym, żeby ślepo za mną podążać. Notorycznie kupuję chińskie hybrydy i dla mnie są super. Hybrydy kładę na żel, albo “polską” bazę, więc lata mi jej skład, ma być ładna i się trzymać. Zresztą…Jakiś czas temu właściciel pewnej znanej polskiej marki sprzedawał swoje hybrydy na Alibabie (odpowiednik Ali dla hurtowników) w półlitrowych butlach po trzy dolary. U nas za kilka mililitrów płacimy pewnie z 50 zeta. Hello! Chuj wie co teraz jest chińskie, a co nasze i co ma atesty czegoś znaczącego, a co ma atest byle czego. W fabryce jakiegoś Mełbełyn też nie stoję nad kotłem , w którym się podkład gotuje i im na ręce nie patrzę czy dowalą odpowiednie składniki. Rydzyk-fizyk. Kwestia zaufania, rozwagi. Kwestia własnego wyboru. Przynajmniej gadżety z Chin możemy kupować bez strachu?Chyba??
puchate pędzle
No to co kupujemy? To co uważamy za stosowne dla nas. Może być polskie i chińskie. Może być eko i chemiczne. Może być tanie i drogie. Wolny wybór i nie dajcie sobie wmówić, że coś jest dla Was lepsze, albo gorsze. Dobre dla Was jest to co uważacie za słuszne. 

Ciuchy z Chin? Dlaczego nie!

By | Blog, Świat Szmat | No Comments
Podobno chińskie ciuchy to badziew. Podobno. Kupując szmatę za dolca, można spodziewać się szmaty za dolca. Ale kiedy człowiek ruszy na przemyślane polowanie, może wyłapać ciekawe perełki. Tak bajdełej, to w sieciówkach też chińszczyzna, ba, firmówki typu Adidas, czy Nike, to też chińska produkcja. Oczywiście nie mam na myśli podróbek, bo tych się brzydzę i nie kupuję. Pokażę Wam coś co jest chińskie, ale nie tandetne, wygrzebane w pocie czoła w Czajna Szopach.
Bluzka

Na pierwszy ogień bluzeczka z Zaful, za którą (nie)zapłaciłam 18$. Nie zapłaciłam, bo dostałam, wybrałam sobie i przyleciała w przeciągu miesiąca, ze świętami w międzyczasie. Ja wiem, że blogerki piszą KUPIŁAM, taaaa terefere. Bądźmy szczerzy. Dostałam propozycję współpracy i skorzystałam, bo doszłam do wniosku, że za bardzo odgradzam się od wszelkich współprac. Wszystko odrzucam jak jakiś asceta, jakby od tego moje życie zależało. W sumie czemu nie?

Bluzka to sto procent poliester, nie spodziewajmy się wełny z alpak za taką kasę ?Niemniej przyjemnie się nosi, materiał sweterkowy, miły w dotyku, rozciągliwy. Wybrałam rozmiar M, bo wiadomo, chińskie rozmiary trochę odbiegają od tych naszych. Minus jest jeden- mam rude koty i sierść przyczepia się do bluzeczki jak zaczarowana, no ale przecież kotów nie ogolę.
sukienka
Sukienkę wydłubałam na Aliexpress w sklepie Gagaopt7. Zapłaciłam 16$. Rozmiar M. Skorzystałam z wyprzedaży i kuponów, teraz jest troszkę droższa. Jakość super, jak wszystko ze sklepów Gagaopt. Tych Gagaoptów jest kilka i nie wiem, czy mają jednego właściciela, czy co, ale jakość i szybkość na piątkę. Ciuchy z Gagów idą do mnie tydzień, max dwa. Jak na Chiny- wow! Sukienka pierwotnie była bardziej napuszona (obczajcie), ale wyglądałam w tym fasonie jak chuj w kapuście. Matka Boska Wszystkoogarniająca dostosowała kieckę do moich potrzeb. Materiał gruby, mięsisty, piankowy. Idealny, ciepły ciuch na zimę- wkładam i jestem ubrana. Skarpetki z Pepco, jakby ktoś pytał, a na szyi pierdolnik z Zaful.
chockery                                                                                     pędzle
Wiem, wiem, teraz się mówi choker, a nie jakiś rzemyk. Mniej więcej kiedy byłam w podstawówce, moda na rzemyki kwitła, chodziłam obwiązana jak mumia, Moda wraca, to żadne odkrycie Ameryki. Tym razem nie mogłam się przemóc, bo wydawało mi się, że sznurek na szyi był git, kiedy byłam w piątej klasie. Przemogłam się i stwierdzam, że nie wygląda to źle. Chociaż i tak z tyłu głowy zapala mi się lampka, że rzemyk na szyi to czarny pas w obciąganiu?Zafulowe pędzle za 4$, to żadne rarytasy, dla mnie za twarde, chociaż te mniejsze są spoko, bo dzięki temu, że są sztywne dobrze maluje się nimi precyzyjne kreski, czy co tam sobie chcecie namalować. Makijaż po lewej, zrobiłam tymi pędzlami i nie było to katorgą, więc jako tam jakieś rezerwowce oblecą.
sukienka
Tym razem sukienka z Gagaopt (Ali) za jakieś 10$. Śliska, ale nie prześwituje i jest…kolorowa, a ja lubię kiedy widać mnie z daleka. Zresztą co za kretynka założyłaby kieckę z królikiem? No ja…wiadomka. Po prostu lubię ten ciuch, dobrze mi się w nim śmiga. Ma wycięte boczki i łańcuszki na wysokości króliczych łokci. Rozmiar S, czyli nawet taki jaki noszę normalnie. Buty chyba z DeeZee, a nogi od Pudziana.
sukienka
Moja ukochana kiecka z Gagaopt  (Ali) za 15$. Sukienkę podpatrzyłam u koleżanki, która zapłaciła za nią około 150 złotych. Polazłam na Ali kupiłam za ułamek ceny. Ominęłam marżę?Początkowo zamówiłam Skę i cycki mi nie weszły. Dlatego pamiętajcie- tabelka z wymiarami w sklepie, to świętość. Kupiłam Lkę i jest idealna, mogę oddychać. I Ska i Lka szły tydzień, błyskawica! Kiedy wkładam koronkowe cudo, każdy pyta gdzie kupiłam. Wygląd nie zdradza chińskiego pochodzenia, jest świetnie uszyta, materiał solidny, żadnych wystających nitek. Moja faworytka i perła.
Ufff pierwszy raz dokonałam samogwałtu fotograficzno- ciuchowego?Taka ze mnie modelka jak fotograf i grafik, więc tego…W każdym razie warto czasem pogrzebać w chińszczyźnie, bo można trafić nie tylko kity, ale i hity.

Promocje w Rossmannie, Wielki Haul Zakupowy!

By | Bjuti Pudi, Blog | No Comments
Cześć Czytelniki Najsłodsze!
Całuję rączki, liżę dupki. Szał na zakupy w Rossmannku. Ojejujeju jakie cudowności, jaki przepych, jakie ceny! Z radością udałam się do przybytku żeby obkupić się w mega słitaśne wspaniałości. Pokażę Wam dzisiaj co upolowałam. Funu było co niemiara! A jakie łupy! Oko bieleje! Zapraszam Was na Wielki Haul Zakupowy! Będzie się działo!

Zrobiłam takie słitaśne foteczki z mega rameczkami <3 Podoba Wam się? Poklikajcie mi w lineczki, to mi chińczyki wyślą obesrane majtki za darmo. A nie to nie ten post, tutaj będzie rossmannowo, zakupowo, wypasowo hihi <3 No dobra, ale do rzeczy! Pokażę Wam co kupiłam! Siedzicie? To usiądźcie moje robaczki słodkie!
Kupiłam taką zajebistą srajtaśmę na promo w Rossmannie. Chętnie zrobię dla Was filmik jak używać. Osobiście uważam, że nie powinien być biały, gdyż jest to megaaa niepraktyczne. Mój kał osadzając się na śnieżnobiałym skrawku papieru wykonanym z papieru pozostawia straszną drachę. Mogę dać mega foteczki na moim Insta dla moich Lubisiów kochanych. Chcecie? Piszcie w komciach <3 Papier jest wykonany z celulozy, producent tak napisał w składzie. To chyba jest eko, więc polecam mimo nieodpowiedniego koloru. Jako blogerkę uważam, że skoro z celulozy, no to na cellulit będzie dobry. Tylko jeszcze nie wiem czy jeść tę srajtaśmę, czy robić okłady. Jak już wymyślę, to Wam  napiszę na moim FUNpage, do którego lajkowania zachęcam serdecznie z całego serduszka moi kochani <3 Lajeczki lecą, lajeczki hihi XD
Na przecenie w Rossku zakupiłam również takie oto zacne wattepadsy, dziwna nazwa taka, dla mnie to waciki. W składzie mamy cottony, więc nie polecam dla wege, ponieważ domniemam iż cotton jest produkowany z kotów. Biedne futrzaczki 🙁 W opakowaniu mamy aż 140 krążków, czyli jest to 140 obiadów dla modelki. Super! Myślę, że powinniśmy wysyłać te wattepadsy do Afryki i nie byłoby głodu oraz AIDS pewnie też. Możemy też myć nimi gębę. Ja na przykład jestem oszczędna i makijaż zmywam raz w tygodniu, dzięki temu taka oto paczka wystarczy mi na dwa lata. Za dwa lata zrobię Wam reckę. Jeśli nie chcecie tego przegapić koniecznie obserwujcie mój blogasek. Za 10 lat zrobię konkursik dla obserwatorków i będzie do zgarnięcia taka własnie tubusia z wattepadsami. Mega wypasik!
W moim koszyczku nie mogło oczywiście zabraknąć tych oto kostek do kibla, które nie są kostkami! Super nie? Kostka, ale buteleczka! Producent był mega pomysłowy, rozwalił mnie tym na łopatki! Kuszące kolory i zapachy co dnia bulgoczą w moim kiblu, co daje mi namiastkę wczasów gdzieś w Azji na przykład w arktycznych lasach w Kongo. Azja jest taka piękna! Wracając do tematu, buteleczki mają koreczek, ale to nie jest koreczek, bo się rozpuszcza. Normalnie czary mary! I potem ten płyn z Azji, co to był na palu ten Azja, spływa po kiblu i nie jebie gównem. Super! Polecam! Do zestawu był dołączony jeszcze koszyczek, który nie jest koszyczkiem i buteleczka w tym wisi. Nie pokażę Wam foteczki, bo już wisi w kiblu, a w kiblu mam muchy, bo właściwie, to ja sram za stodołą, ale chciałam mieć taką namiastkę luksusu, bo wszyscy kupują, to i ja kupiłam. Nie będę gorsza c’nie?
Tutaj jeszcze cały hałl na jednej fotce. Słitaśnie to wyszło. Uważam iż polecam wszystko i wszystkim i jeszcze raz zachęcam do komciów, obsów i wgl. Lajkujcie też mój FUNpage i wgl wszystko. Generalnie jestem mega blogerkę i chodzę na wszystkie wyprze i promki i na przykład zawsze sprawdzam kolorówkę jak leci żeby bubla nie kupić. No to maluję się tymi szminkami, pudrami. Tylko mała rada – nie malujcie się nigdy tymi testerami, bo to skupisko bakterii na przykład coca coli i takich tam.
To już tyle na dziś. Przesyłam moc całusów i sto serc. W następnym wpisie pokażę Wam troszkę mody, bo za te Wasze kliki, to na bank chińczyki coś mi wyślą! I jeszcze może jakieś współprace będę mieć na przykład z tą firmą od srajtaśmy. Cieszycie się? Będzie dużo mega pościków!
Buziaczki kochani!!!111

Jak się nie dać zabić w ciuchlandzie?

By | Blog, Świat Szmat | 49 komentarzy
Czaicie bazę z tym atakiem na Lidla podczas promo na karpia, paskudne sroxy albo torebki od Wittchen? To teraz wyobraźcie sobie taki atak na dobra (nie)luksusowe w ciuchlandzie, tylko moc zwiększona dziesięciokrotnie. Przepychanki, pyskówki, walki z babkami i handlarze kupujący towar na worki. Obite kolana i zdarte paluchy. Krew, krzyki i armagedon. Kurwa aż żal, że nie można tego nagrywać, bo byłby hit. Zakaz zakazem, ale napisać chyba mogę? Nic o blogerach na tabliczce nie było. Gotowi na ostrą jazdę i moc zakupów? To wio!

 

Buty Aldo za 14 zeta przywędrowały z Chełma. Reszta ze Spadku w Zamościu. Błękitne klapeczki za jakieś 5 złotych, białe też coś w okolicach. Czarne koturny chyba 4 złote. Torby River Island, złota- 10 zeta, szara 6,50. 
Piata rano. Pobudka. Pojebało mnie. Trudno. U mnie nie nowość. Śniadanie, mycie i hopla. 6:20 jedziemy z dziewczynami do ciucha do Zamościa. Słynny Spadek zna każdy w okolicy. Przed siódmą stoimy pod wejściem. Znajome twarze już czekają. Pan Szerokie Plecy już jest. Niektórzy stoją od 3. Kurwa. Handlarze zazwyczaj czatują od nocy, tak żeby wyłapać najlepsze kąski. O dziwo, handlarze są spoko. Sympatyczni i jak w drzwiach się zaklinujesz, pociągną za fraki, żeby Cię nie zadeptali. Najgorsze są stare, niepozorne emerytki. Ale to zaraz. Handlarze pomocni i przynajmniej nie biją. Mają łeb na karku- kupią za trzy dychy, opylą za trzysta. Polak potrafi.

 

 

Koszulki Atmo. Crop top- 10 złotych, Chełm. Różowa tuba- 5 złotych, Krasny York (moje miasto). Koszulowe bluzki z Yorku, ceny w okolicach 7 złotych. 
Kolejka zaczyna się powiększać, ale jest sympatycznie. Towarzystwo bardzo fajne. Przynajmniej to przy drzwiach. Są handlarze, nauczycielki, sympatyczna młodzież i uprzejme osobowości. Za chwilę nie będzie zmiłuj. Tłum gęstnieje jak kożuch na mleku. Jest siódma pięćdziesiąt. Tłum wokół nie pozwala Ci się poruszać. Czasami nawet można oddychać, ale po nosie się nie podrapiesz. Adrenalina rośnie. Punkt ósma otwierają się drzwi i bydło rusza. Najgroźniejsza przeszkoda to drzwi. Raz wróciłam z sinymi kolanami. Raz pobiegłam do przodu, ale rękę ktoś mi przytrzymał na futrynie. Tydzień bolało. Otarte kostki, podeptane buty- norma. Czasem ktoś leży na schodach. Odważnie. Bałabym się zadeptania.

 

 

Spodenki i czarna kiecka- Spadek, ceny do 10 złotych. Marek nie chce mi się sprawdzać. Kwiatowa kiecka z Krasnegoyorku za piątaka. Torby- Spadek, brązowa RI- 3,50, beżowa Atmo-38 złotych, pomarańczowa no name 50 zł.
Biegniesz. Dwa zakręty schodów i rzucasz się na wypatrzony wcześniej towar. Chyba, że się wyjebiesz, wtedy śmierć przez zadeptanie. Wcześniej badamy temat na Fejsie (TU). Warto wybrać się po torebki i buty, resztę łapiesz w międzyczasie. Wpadasz w kosze na przykład z torbami i łapiesz co lepsze. Nie ma kiedy oglądać. Oglądamy później w jakimś cichym kącie. Taaaa cichym…no najcichszym możliwym. Kontuzje? Bywa,. Jakaś baba zdarła mi skórę z kosteczek na dłoni i spierdoliła. Nie bierzesz koszyka, bo to stracony czas. Obwieszasz się torbami i wbijasz w buty, łapiesz co zobaczysz. Potem idziesz po koszyk i wrzucasz (po wstępnej segregacji) swoje kąski. Teraz możesz iść w szmaty. Chyba, że upatrzyło się jakąś szmatę wcześniej, to wiadomo- taki jest pierwszy punkt, do którego wpijasz po wejściu.

 

Sukienki z Yorku. Różowa RI, czarna Top Shop, zebra Jane Norman, kwiecista chuj wie co to. Wszystkie po około 20 złotych.
Kiedy już obwiesisz się czym możesz, szukasz miejscówki i przerzucasz kąski. Mierzysz, oczywiście bez przymierzalni. Lustro musi wystarczyć. Koszulka i legginsy to najlepszy ubiór, wygodne buty i wiatraczek w dupie dodatkowo przydadzą się na zakupach w tym miejscu. Wbrew pozorom im młodsi klienci, tym bardziej kulturalni. Babki są nie do zniesienia. Chamskie, wyrywają ciuchy i kradną koszyki. Taka sytuacja. Stoję przed wieszakiem, przeglądam szmaty. Ktoś nakurwia mnie z łokcia po nerach. Najpierw myślałam, że przypadek. Po kilku kuksańcach patrzę i nie dowierzam. Pani 60 plus łoi mnie w nery i obczaja, czy widzę. Widzę, kurwa, nawet czuję. Chrząknęłam, popatrzyłam, a ona dalej. Co robić. Też przyjebałam jej z łokcia. Nie, żeby jakoś mocno, ale od tak ostrzegawczo- żeby zauważyła. Zaczęła wyć na cały ryj, że jestem niewychowana, że jak to tak, że ją biję! Spokojnie powiedziałam, że owszem postąpiłam chamsko, ale było to moją odpowiedzią na jej napierdalanie. Zaczęła mnie od kłamców wyzywać. Ja pierdolę. Stara wiedźma nie dawała za wygraną i zaczęła piszczeć, że co ze mnie wyrośnie. Co miałam powiedzieć? Powiedziałam, że wyrośnie ze mnie taka stara, chamska i wredna baba jak ona. Zamknęła jadaczkę, choć w sumie to nie- jęczała coś jeszcze pod nosem. Te babsztyle chyba przychodzą tam żeby się wyżyć na ludziach. Bo chyba nie chciała kupić krótkich szortów, które akurat oglądałam? Oby. Wiem, że kulturą nie błysnęłam, ale nie będę udawać, że deszcz pada, kiedy mi ktoś w mordę pluje.
Bluza Puma- 16 złotych, koszula mgiełka- około dyszki, koszula Ralph- 7 złotych. Wszystko z Krasnego Yorku. 
Około 10 wychodzisz ze Spadku przemielona jak mortadela. Bród, syf i radość z zakupów. Po co tam jeżdżę? Chyba dla rozrywki i adrenaliny. Ostatnio uzupełniałam też zasoby torebek, bo po porządkach zostały mi dosłownie dwa tobołki. A na Spadek warto wybrać się po torby i buty właśnie. Ciuchy też ok, ale szmateks jest tak duży, że nie jest to łatwe zadanie wygrzebać konkretną szmatkę w milionach innych i w dodatku mając emerytki na karku. Kiedy nie potrzebuję adrenaliny, wybieram się na spacer relaksacyjny po skamach w moim mieście. Tutaj nikt mi w mordę nie da i piszczeli nie połamie 😉 A Wy lubicie emocje, czy spokojne zakupy?

Hity blogosfery- hitami pospólstwa

By | Blog, Przemyślnik | 72 komentarze
“I znowu człowiek wydaje pieniądze, których nie ma, na rzeczy, których nie potrzebuje, by imponować ludziom, których nie lubi.”  Danny Kaye
 
Co jakiś czas ludzi spotyka opętanie. Opętanie konsumpcjonizmem. No dobra, niektórzy tylko tym żyją- mieć, kupić, posiadać. Jednak co jakiś czas wyskakuje hit. Taki hit, że klękajcie narody, musisz kupić, żeby nie wyłamać się z owczego pędu. Kto się wyłamie- ten frajer. Ajfony, srajfony- wyższa szkoła jazdy, bo albo gówniarz naciągnie starych, albo sam musi wykombinować kupę kasy. Ale są pierdoły, które może mieć każdy. Bzdety- gadżety, którymi zalane są nasze podwórka. Od razu mówię- lubisz to lub, nic mi do tego. Wszystko co za chwilę przeczytasz to tylko mój punkt widzenia, więc śmiało- rzucaj kamieniami, nie biorę odpowiedzialności za Twoje wkurwienie. Nie mam na celu urazić Twoich uczuć religijnych, psa, kota, ani kochanka, ja po prostu w te pierdoły nie wsiąkłam.

1. Naklejki/ plakaty z pierdołowatymi napisami

“W tym domu…” i tu następuje wysyp słodkich do porzygu zdań, napisów, równoważników. Jeden chuj. W każdym razie słodkie teksty na temat szacunku, miłości, radości i milusich chwil. Nie jestem romantyczna, zamiast kwiatków wolę browara. Zamiast czułych słówek…no wiadomo co ja wolę. Jakbym miała powiesić jakieś smuty na ścianie, to chyba by mi ręka zgniła. Te wszystkie naklejki, karteczki z tym jak nam sielsko. Boże! Sielsko? No to bomba! Cieszcie się i rypcie pod tą ścianą, ale po co informować wszystkich, którzy Was odwiedzają, jak to milusio razem jecie sobie z dziobków.?Dlaczego sobie nie wytatuować tego na czole i latać tak po mieście? A kogo to obchodzi. Mdło, mdło, mdło i nijak. Wolę moją wersję haha 😀 Kto choć raz nie rzucił skarpet w kąt, niech pierwszy rzuci kamień. No właśnie. I nie, nie powieszę tego na ścianie, ale jak się znajdzie inwestor, to mogę mu takich napisów nawymyślać. Głupie to, ale jak się da zarobić, to przestaje być głupie ( dla tego co sprzedaje, bo ten co kupi, to dalej głupi, bo żeby za literki płacić…omajgod).

2. Woski, świeczki i inne pachnące bzdety

Dobra. Zgoda. Nie lubię jak w domu jebie, dlatego sprzątam. Ba! Zimą palę woski! Ale kurwa nie płacę za sztukę małego Janki Sranki 7-8 złotych. Ja wiem, że ładne i pachną, ale serio tyle kasy za coś co się ulotni? Już nie wspomnę o tych dużych Jankowych świecach, za jakąś stówę, czy ile tam, I don’t care! Miałam kilka sztuk- wosk jak wosk. Czasem kupię jakiś wosk za małą kasę, ot tak, ale żeby zbierać i zamrażać kasę w śmierdziuchach? Dla mnie – masakra. Jeśli lubicie zapachnieć sobie dom, polecam coś tańszego- Polskie świece. Nikt mi za to nie płaci, po prostu małe woski mają po 1,55. Firma polska, a jakością wcale nie ustępują Jankom, których ceny mnie śmieszą.
I to mi wystarcza na całą zimę, po chuj to zbierać?

3. Cotton balls

Jebane kotonowe kulki. Mają wszyscy. Nigdy tego nie kupię. Miejsce światełek jest na choince. Dla mnie możecie to czepiać nawet do cycków, a ja tego nie kupię. Takie kulki, tylko bez lampek, kojarzą mi się z podstawówką i Wikolem na paluchach. Robiliśmy te idiotyczne kulki na jakiejś plastyce, czy innym tam gównie. Balonik trzeba było omotać włóczką wysmarowaną klejem Wikol. I potem ten Wikol do wieczora skubałam z paluchów. Jak nauczycielkę naszło, to skubałam miesiąc. Kiedy klej zasechł, przekłuwałam balonik i kulka gotowa. Boże jakie to było nudne. Teraz gównokulki zwojowały świat. How kurwa?! Nie wiem. Nie wnikam. Kurzołapy won. Nie lubię czepiać niczego w domu- nienawidzę firaneczek, obrusików i żadnych dyndających kulek w pajęczynie. I  jeszcze płacić za to 40 złotych w górę? Błagam!

4. Plannery

Następna pierdoła. Kawałek papieru, za którą krzyczą jak za zboże. Kalendarz za 100 złotych? No chyba kurwa w oprawie z ludzkiej skóry! Okej, okej… dorzucają jakieś dziecięce naklejki, zakładki, kolorowe kartki i miejsce na plany. Haha! Wasze noworoczne plany już dawno stopniały wraz z chęciami i resztką śniegu 😀 Baj baj poszło w pizdu. Już widzę jak siadam co wieczór i zapisuję plany na kolejny dzień. Co wpiszecie? 8-17- praca, 18- zakupy (chleb, masło, szynka), 19- piwko ze znajomymi, 23- spać. Serio do tego jest niezbędny notes za miliony monet? Rozumiem, że jak ktoś ma pracę, w której zapisuje klientów, godziny spotkań, to potrzebuje czegoś większego. Ale jakiś pierdołowaty notesik za stówkę? Chyba raczej coś eleganckiego jest lepiej widziane. Mi wystarcza notesik z Ali za grosze- lista zakupów się mieści i nie muszę nosić wielkiej knigi do Biedry. Niby głupi notes, a jabłkowy, inny, fajny i tani jak barszcz ( jak coś, to tu kupicie,- KLIK). Mały kalendarz z gazety też mam- akurat do torebki, żeby było w razie czego gdzie coś zanotować. Większy kalendarz, który dostałam kiedyś na spotkaniu- będzie mi służył chyba przez najbliższe 5 lat 😀 Gdyby nie on, kupiłabym zeszyt za 3 złote, żeby zapisywać pomysły na posty. Planner to super pomysł na biznes- jak sprzedać 10% ryzy papieru za cenę 10 ryz papieru.

5. Kolorowanki dla dorosłych

Nowy szit. Ja nawet w dzieciństwie wolałam narysować coś własnego, niż kolorować jakieś gówniane obrazki. To akurat chyba nie jest takie drogie. Nie wiem, ale wiem, że to gówno i naciąganie. Ponownie super biznes dla producentów. A jak jesteś blogerką, to już na bank musisz kupić to dziadostwo. Po co tak marnować kasę? Dodali do kolorowanki dopisek “dla dorosłych” i już dziunie kupują. Niby tam relaks, odstresowanie jakieś. Bullshit. Ale ludzie są tak słodko naiwni i myślą, że potrzebują jebanej kolorowanki. Strata czasu. Zupełnie nie rozumiem idei kolorowania kwiatków. Cycki se pomalujcie.
Hitów jest więcej. Wszystkie te “muszę to mieć”, to nic innego jak świetny pomysł na biznes. Producenci mają wyjebane na Was, ale zacierają rączki i liczą chajs. Jedna blogerka z drugą piszczy z zachwytu kupując jakieś gówno, a potem zachwycają się na blogach niesamowitością szitu. A ciemny lud kupuje. Coraz więcej zajebistych nicości wokół- pamiętacie “książkę” “Zniszcz ten dziennik”? Puste nic, za które ktoś zgarnął dobrą kasę. A te wszystkie kosmetyki, te wszystkie ciuchy, które musisz mieć? Nic nie musisz. Kup to czego naprawdę potrzebujesz, albo chcesz mieć. Nie idź jak cielę za resztą, bo wszyscy coś tam mają. Kiedy wszyscy mają coś tam, to wiochą jest mieć to samo. Nudna masa, nijakość, powtarzalność…serio chcesz być jak inni?
No, to teraz napierdalać kamieniami, że się nie znam i pewnie mnie nie stać, albo miałam smutne dzieciństwo i teraz daję upust emocjom. Dzieciństwo miałam zajebiste, a Mama wychowała mnie na mądrego człowieka- nie szastam chajsem na gówniane popierdółki, które są nic nie warte. A Wy sobie kupujcie, traćcie pieniążki, a ja Wam pomacham z kolejnych wakacji, bo przecież nie tracę kasy na wieśniackie hity, to sobie mogę pozwolić na drina pod palmą.