Dlaczego Cukierberg może mi possać bagietę

Blog czy Facebook? A może Instagram? A może najlepszy jest You Tube? Taka rozkmina pojawiła się ostatnio na jednej z grup dla blogerów. Co mogli powiedzieć blogerzy? Wiadomo, że blogi są najlepsze. Od jakichś 10 lat słyszę, że blogi to przeszłość, tymczasem to na blogach można zrobić najlepszy i długotwały biznes. Dochodzi jeszcze jedna kwestia. Tylko własna strona daje 100% kontroli nad nią. Instagram, Facebook, czy You Tube to media społecznościowe, na których jesteśmy zależni od ich właścicieli i regulaminów. Konto na tych platformach może zniknąć w każdej chwili i wszystko zgodnie z regulaminem. A blog? Mogę na nim napisać słowo „pedał” i bana mogę sobie dać co najwyżej sama.

autor zdjęcia: https://www.instagram.com/marcin.walencik/

Ostatnio wrzuciłam na FB skrina ze sklepu Zara. Na zdjęciu widzimy Murzyna (nie bójmy się tego słowa, nie uważam żeby było to obraźliwe, tak samo jak nie obraziłabym się gdyby ktoś nazwał mnie białasem czy coś) w koszulce w bambusy. Podpis pod zdjęciem – „Koszula z bambusem”. Jak skojarzyli ludzie? Bambus – Murzynek Bambo – Murzyn. Bambus w bambusy. Zupełnie jak sprzedaż smyczy na OLX, do której gratis jest pies (chamski dowcip, albo i nie chamski, zależy jak ktoś zechce go odebrać). Zara nie miała niczego złego na myśli, ot przetłumaczyli byle jak, zatrudnili kiepskiego copy, albo komuś bambus nie skojarzył się tak jak większości. Łotewa. Jedni się śmieli, drudzy oskarżyli Zarę o rasizm.

 Wszędzie ktoś kogoś o coś oskarża i się przypierdala. Oczywiście, że nieładnie mówić do kogoś „Ty bambusie”, „Ty pedale”, „Ty stara ruro” z nienawiścią. Nie zapominajmy jednak, że to, co dla jednego jest obraźliwe, drugiego rozśmieszy, a Zara nie miała nic złego na myśli, albo liczyli na kontrowersyjną reklamę 😉 Kiedyś chciałam taktownie zwrócić się do kolegi pedała. Mówię do niego per gej, a on mi na to – „Weź nie mów do mnie gej. Geje to te Jakucyki co wymachują rączką. Ja jestem zwykłym, normalnym pedałem”. Jak widać “pedał”, to też nie zawsze obraza. Mój kolega jest moim ulubionym pedałem na świecie! Gdybym miała kolegę Murzyna, Afroamerykanina, czarnoskórego (jak zwał tak zwał), pewnie i bambus by go nie obraził, bo niby czemu? (Domyślam się, bo nie mam żadnego czarnego kolegi). Czy ja obrażam się, kiedy ktoś mówi, że jestem wieśniarą? Albo opowiada dowcipy o blondynkach? Nie. Bo wiem, że nie ma w tym złośliwości. A nawet jeśli byłaby pogarda w kimś, kto powie o mnie wieśniara, to jego, a nie mój problem. To tylko słowo. Ale ludzie mają najebane i taki Facebook też ma najebane. Cukierberg nie zrozumiał mojej metafory i zdjął mój post za szerzenie rasizmu. Co takiego napisałam pod zdjęciem? „Aktualnie mam zapierdol. Nie mam kiedy zrobić obiadu, posprzątać, czy zebrać bawełny. Znaczy się prania. No wiecie. Nie ważne. Ale zara, zara! Na pomoc chujowej pani domu przychodzi Zara i w końcu mam czas żeby spokojnie upiec murzynka na deser”. Jazda po bandzie? Być może. To tylko gra słów. Trochę heheszki, trochę podpierdolka do Zary, że dała taki dwuznaczny podpis. Kto mnie zna ten wie, że lubię w mocne metafory, ale jakby mi kolegę pedała albo murzyna bili, to bym stanęła w obronie z metalową rurką do napierdalania Sebixów. Bo to, że śmieję się z dowcipów o blondynkach, Żydach, pedałach, Ruskich, czy chuj wi jeszcze kogo, nie oznacza, że nie mam do nich szacunku. Bynajmniej.

Do czego piję? Miało być o blogach i mediach społecznościowych, a przytaczam historię o pedałach i murzynach. To teraz obuczajcie ile razy w tekście padło słowo „murzyn” i słowo „pedał”. I co? I nic. I każdy wie, że wszystkich szanuję niezależnie czy nazwę ich tak, czy siusiak. W mediach społecznościowych za pedałowanie i murzynienie można dostać bana. W mediach społecznościowych jesteśmy zależni. Nasze konto w społecznościówce nigdy nie będzie nasze. W każdej chwili możemy zarobić bana za kobyle caco, nawet, jeśli do serdecznego kolegi napiszemy „mój Ty kochany pedale”. W każdej chwili właściciele mediów mogą sprzedać swój biznes, zamknąć go, zbankrutować. Razem z takim bankructwem, znikają nasze konta. W każdej chwili Facebook, Instagram, czy You Tube (te Tiktoki i reszta też) może jebnąć, skończyć jak Nasza Klasa, Grono, Fotka czy Snapchat. Laski zabijają się o lajki na IG, a lajki za chwilę znikną. I w pizdu i wylądował.

Od jednej bardzo dużej marki wiem, że przestają inwestować w instagramerki, bo przestaje im się to opłacać. Szczególnie te z większymi kontami generują straty. Ludzie nie ufają cycatemu nołnejmowi z 50k na IG. Jakoś mnie to nie dziwi. Ostatnio jedna z dużych marek jogurtów szukała chętnych instagramerów do reklamy ich produktów. Za darmo. I jeszcze jogurt trzeba kupić samemu. Wytyczne dość szczegółowe, kilka zdjęć, kilka stories. Najpierw pokazać radość z kupowania jogurtu (ja pierdolę), potem pokazać radość z wpierdalania (ja pierdolę 2). Wchodzę na IG, a tam laski 20-50k obserwatorów spuszczają się nad jogurtem, za który reklamę jeszcze dopłaciły. Czujecie to? I jak tu ufać takiemu ścierwu?

Lubię Instagram, najbardziej relacje na nim. Świetna opcja na kontakt z moimi Lubiczami. Ale nie spuszczam się nad klepaniem fotek cyckogennych i milionami lajków, bo wiem, że ważniejsze jest zaufanie i zaangażowana społeczność, a moją solidną podstawą jest blog. Lubię Facebooka, nawet bardziej niż Instagrama, bo jednak władam słowem, a nie wypinam się z kremem do rąk w barterze. Facebook pozwala mi się kontaktować z Lubiczami, a jednocześnie wyżyć się literacko. Niestety Facebook też literacko hamuje. Nie wszystko mogę napisać, bo algorytmy mogą zinterpretować moje metafory inaczej niż człowiek myślący. Cóż, to tylko programy wyłapujące pojedyncze słowa i frazy. Żalu nie mam, regulamin przeczytałam i jak chcę napisać coś, co może być zagrożone banem, wiem, że mogę to napisać na blogu, za który płacę i jestem jego jedynym właścicielem.

Jasne, że dzięki mediom społecznościowym można trzepać kasę. Jednak bez solidnych podstaw, bez osobowości, bez zaufania, bez autorytetu, to zabawa na krótki dystans. Oprócz wrzucania zdjęć wypiętej dupy, trzeba jeszcze mieć coś do powiedzenia. Trzeba coś potrafić i umieć to coś przekazać, zjednać sobie czytelników. Wyobraźcie sobie, że znika konto Roxanka123 z Instagrama. Nie ma. Koniec Roxanki. Znika moje konto? Jestem tu, na blogu, na FB, na YT. Dywersyfikacja. A nawet jeśli wszystkie SM znikną, to mój blog będzie istaniał póki będę płacić za serwery i hosting, czyli zawsze 😉

Nie wiem jak to podsumować. W sumie, to wszyscy hejterzy i social media mogą mi possać, bo nie jestem byle kim, tylko Pudi i nie da się mnie uciszyć 😉 A jogurt w dupę sobie wsadźcie razem z lajkami z Turcji 😀