Czym smakuje Wasze dzieciństwo?

Komentarze
25 odpowiedzi do „Czym smakuje Wasze dzieciństwo?”
-
"Wiśnianka" czyli zupa owocowa 😉 uwielbiałam i uwielbiam ją nadal 😉 napoje w woreczkach 😀 i lepinie na śliną chrupek 😉 też to robiłam hehe 😉 jak Ty to napisałaś okienka smażone na oleju (ja mówie na nie krateczki) nadal smaże i moje smerfy je wcinają a marchewka z ogródka najlepsza wytarta o spodnie 😀 moje dzieci tak robią 😀 albo kluski "rwane" na mleku mmmniam.. zgłodniałam przez Ciebie :p
-
Nooo jeszcze śliwczanka, jagodzianka i inne takie 😉 Kluski lane lubię z mleka wyłowić, byle mleko omijać i musi być dużo soli, żeby smród tego mleka zabić , ja to jednak dziwna jestem 😉
-
-
jabłka suszone na grzejniku <3 marchewka prosto z pola <3 prażynki okienka <3 zatęskniłam za tymi smakami 🙂
-
Większość w sumie do odwzorowania 🙂 Da się zrobić 🙂
-
-
w sumie nie mam jakichś specjalnych jedzeniowym wspomnień. uwielbiałam słodycze i jadłam tonami. ale później chorowałam i bolał mnie brzuch. nieraz przez cała noc. na szczęście zawsze rano wszystko mijało i można było zacząć od nowa. jadłam też vibovit na sucho, kakao rozpuszczalne na sucho. w ogóle strasznie dużo tego kakaa sypałam zawsze do kaszy manny. to się nazywało kaszojad. moje ulubione śniadanie z dzieciństwa. nienawidziłam natomiast resztek vegety w zupie. to było fuj takie malutkie kawałki marchewki. zawsze je wygrzebywałam. to była kupa roboty i zanim oczyściłam zupę, była już zimna. później mama się zlitowała i zaczęła mi ją lać przez sitko 😉
-
Kaszojada nie jadałam 😀 Fajna nazwa 🙂
Ale przypomniałaś mi, że lubiłam też kaszę mannę polaną sokiem malinowym. Kasza musiałą być zwarta, a nie rzadka, bo takiej bym nie tknęła. I jeszcze wyjadałam na sucho takie suche herbatki w granulkach, chyba Herbapol, ale nie mam pewności 😀 W każdym razie były dobre 😀
-
-
Pamiętam kukuruku-(to jest nowe cudo z masy kakaowej,nadziewana kokainą i od tego dzieci giną;)tak się śpiewało kiedyś:))i te naklejki.Moja mama zawsze kupowała duzy blister gum Donald,które też miałam wydzielane w "nagrodę"i obowiązkowo zbieranie historyjek:)Jaka to była radość kiedy szło się z mamą do sklepu i przynosiło wodę gazowaną"Anka" w duzej szklanej butelce a potem piło w upały z sokiem…..mmm…pychota.Lalki Barbie za dolary z Pewexu to było coś;)mojej pierwszej jak umyłam głowę i wysuszylam włosy na grzejniku to się dziwnie te włosy posklejały jak guma.Pamiętam,ze były też takie desery,które wygladały jak jogurt a w środku miały albo białą albo mleczną czekoladę a na opakowaniu chyba Barbie byla narysowana,teraz nie pamiętam nazwy.Wchodziło się do sklepu to obowiązkowo ciepłe lody,serek waniliowy,lizaki okrągłe z kwiatkiem….eh jest co wspominać:)A jak dostałam ruską gierkę Wilk i Zając co zbierało się jajka….to rodzice mieli mnie z głowy;))Pozdrowionka!!
-
Serek, ciepłe lody i lizak z kwiatkiem też u mnie szły. Do tej pory czasem kupię lodzika hehe 😉 Ale smakują chyba inaczej… U mnie akurat Anka nie królowała, babcia kompot robiła 🙂
Miałam dwie Barbie i Kena. Jedna była za grube miliony, no bo wtedy były miliony hehe 😀 Obie dostały ode mnie makijaże lakierami do paznokci i pasemka we włosach- tutaj przydały się flamastry 😀 Potem było przycinanie, a potem lalki spadły z plastikowego konia i już się mi znudziły, udawałam, że są po wypadku i nie można ich ruszać 😀
-
-
Psiocha! Moja mama to robiła hihi, a czytalam post mojemu mężowi i mu z kolei ten ser topiony przypomniał dzieciństwo, oczywiście muszę zrobić..,alee czy zdradzisz mi przepis? Jestes smakoszem degustatorem 🙂 i bardziej ufam Tobie niż przepisom googlowych
-
Ze mnie taka kucharka jak z koziej dupy trąba 😉 Biere prosze ja ciebie syr, najlepiej jakbyś mogła zdobyć taki wsiowy, prawdziwy. Kruszę w miseczkę, walę sól, kminek całe ziarnka, jakieś przyprawy, które mi się nawiną- co tam lubisz. Kurkuma daje fajowy kolorek to tez jak mam, to dam.Przykrywam szczelnie woreczkiem i stawiam w ciepłe miejsce i tak stoi ze 3 dni, aż zacznie podśmiergiwać. Od czasu do czasu odkrywam i przemieszowuję 😉 Jak juz wali srogo skarpetą, to walę go na patelnię, czy co tam mam i na wolnym ogniu topię mieszając żeby się nie przyczepił. I tak merdam, merdam, aż żadnej grudki nie ma. Jak juz się wlecze wbijam jajko i szybko rozmieszowywowuję, coby się nie ścięło na wierzchu. Jeszcze chwilę mieszam i smażę, a potem hopla w michę i wpierdalam. Smacznego :*
-
-
Piękny post. Sentymentalny. 🙂 Wstyd się przyznać, ale ja z własnego domu mam mało takich sentymentalnych smakowych wspomnień – wszystko to, co było gotowane kiedyś, jest gotowane u mojej mamy do dziś. Żadnych zamierzchłości. Pochodzę z takiego domu, gdzie wszystko było dość nowoczesne już za dzieciaka – wtedy to miało same plusy, teraz… chciałabym tak wspominać. 🙂 Ale wspominam zupę pomidorową z ziemniakami i śmietaną, którą podawał nam (całej ferajnie wnucząt) mój wspaniały, ś.p. Dziadek. To były delicje! Do dziś potrafię sobie zalać ziemniaki zupą pomidorową i znów czuję się tak, jakbym była u Dziadka w kuchni. 🙂 W głowie słyszę jego wesoły głos, który oznajmia nam "Zajadać i nie gadać! To potem poszukam dla Was czegoś słodkiego!".
Co do jedzenia niezdrowych rzeczy, latania z brudnymi łapami, to fakt. Tak było. Nikt się nie martwił. Jadło się owoce z drzewa, jak z robakiem, to się wypieprzało i brało nowy owoc. 😀 Pamiętam świeży agrest u babci, słodkie, wielkie czereśnie prosto z gałęzi. To były czasy. 😉
Za moich czasów garściami żarło się gumy CenterShock – takie kulki z mega kwaśnym nadzieniem, na samą myśl mnie wykrzywiło, słowo daję. 😀 Ale uwielbialiśmy to – kosztowały chyba 20gr/sztuka u babci na osiedlu w sklepie. Mniam, chętnie pożułabym to świństwo ponownie. 😀
-
O gumy szoki, faktycznie! Tak kwaśne, że aż gorzkie 🙂 Też je lubiłam 🙂
Jednak troszkę wspomnień masz- i z Dziadziem i z jabłkami z robakiem, coś tam jest 😉 -
Tak, momenty u Dziadka i Babci wspominam wspaniale. 🙂 W ich domu było inaczej, niż u nas. 🙂
-
U dziadków, to chyba zawsze jest fajnie i inaczej 😉
-
-
Mleko od krowy i to z pianką, to jest pychota, a najlepsze takie prosto z cyca krowy!!! Piłam i choć to nie bardzo bezpieczne, ja też nadal żyję :D. Wątróbki nienawidzę! Oj tęsknie za takimi rarytasami. Przypomniałaś mi moje dzieciństwo, za którym cholernie tęsknie. Wychowana prawie, że na wsi wszystko jadłam z ziemi, surowe i brudne. A najbardziej pamiętam i tęsknie za kartoflami prosto z parnika – takie wiesz, dla świń co się robiło – tez podkradałam Omniommniommniom…
-
No kartofle świnskie to teraz rarytas eko wege pewnie by był 😀
-
-
Jako mała dziewczynka uwielbiałam nawpieprzać się ile tylko mamuśka na talerz nałożyła plus kilka dokładek a jak chuda byłam tak byłam. Uwielbiałam polskie dania typu bigos, pierogi czy flaki i z tym dzieciństwo mi się kojarzy 🙂 teraz jednak zjeśc lubię ale później są wyrzuty sumienia 🙂
-
Mi póki dupa nie rośnie to nie mam żadnych wyrzutów, jem na zaś, bo jeszcze kiedyś mi się metabolizm zepsuje heheh 😀
-
-
jabłka suszone na grzejniku, oo Pudernico! naobieram w śreta i ususze!!!
-
No i ja chyba rzucę na grzejnik 🙂
-
-
ah i nienawidze mleka, ale ziemniaki to same moge jesc. babcia zawsze krzyczy 'co Ty swinia ze tyko kartofle jesz' 😀
-
Ja kartofle ze śmietaną 18% krasnostawską i solą do dziś wcinam, czasem jak mnie najdzie to aż mi ręka chodzi byle się tylko tym napchać 😉
-
ja preferuje z zsiadłym mlekiem a na wierchu ziemniaczkow kawałeczki masełka które powolutku sie rozpuszcaja + koperek opcjonalnie szczypiorek i cebula (moga byc podsmazone na smalcu) albooo ziemniak w reke zamoczony z oliwie z oliwek (posolonej) w drugim reku cebula i na zmiane dziab-dziab ahhh <3 ide se ziemniory ugotuje na sniadanie ino mi smaka narobilas!
-
-
Jak ja się Tobie dziwię (i podziwiam), że nie przepadasz za słodyczami 🙂 Mleka nie lubię! Zapraszam do mnie na Weekendownik 🙂
-
No nie idą mi i każdy się dziwi jak to możliwe 😉
Nadrabiam za to pizzami i wszystkim co niezdrowe lub pikantne 🙂
-




Dodaj komentarz