Dzień kłaczanki, dzień kłaczanki 😀 W końcu pozwoliłam sobie na wynalazki 🙂

Dzień kłaczanki, dzień kłaczanki 😀 W końcu pozwoliłam sobie na wynalazki 🙂
Domowej mikstury nie mam żadnej. Używam za to maski do włosów z Alterrry Granat i Aloes i jestem zadowolona z moich włosów a maska jest w pełni weganska ;-).
Mi troszkę włosy ta maska podsuszała, taka przeciętna jak dla moich włosów, chociaż wiem, że dużo osób chwali 🙂 Ale włosy włosom nie równe 😉
Mogę się przyłączyć do zimowego bezfarbia, chociaż trochę przykrość, bo nowa flaszka farby czeka. Cóż, może jeszcze przed listopadem zrobię se one last time, a potem jakoś przezimuję 🙂 Aczkolwiek do naturalnych na pewno nie wrócę, bo mój naturalny kolor jest ohydny i nikt mi nie wmówi, że jest inaczej 😛
Moje naturalne dają radę 😉 Chyba nawet jeszcze nie siwieję 😉 Ostatnie malowanko miałam w połowie wrześnie, myślę, że do marca wytrzymam 😉
Ok, decyzja podjęta, flaszka farby poczeka se na wiosnę (mam nadzieję, że się nie zepsuje ani nic, bo oglądałam pudło ze wszystkich stron i nigdzie nie widzę daty ważności o.O), a tak to się bedę ratować tylko szamponetkami (nie liczą się, prawdaaa? ^^), bo tak samo jak koleżanka niżej mam czerwień (w odcieniu jabola, jeeaa) 😀
Aaa co do mikstur naturalnych, to polecam jogurt 😀 Naturalny, ofkors 😀 Można do niego dopierdolić czego tylko dusza zapragnie, ale solo też się sprawdza elegancko i dobrze emulguje łoleje, jeśli takowe na wlosach są. Tylko po dłuższym trzymaniu troszkę capi 😛 Ja obecnie mam puszkę mleka kokosowego do zużycia i testuję, wypada baaardzo podobnie, jeśli nie identycznie. Przepraszam za spam 😀
Taki spam lubię 🙂
Spróbuję z tym jogurtem! Bo kokos mnie puszy 😀
Dobra, szamponetki się nie liczą 😉
Ja za leniwa jestem na takie czarowanie na głowie 😉 wolę gotowce nakładać 🙂
Nie rozjaśniam od 3 miesięcy – przyciemniłam tylko kolor szamponetką, bo mi wyskoczyła sesja zdjęciowa i nie chciałam straszyć odrostem 😀
Pozdrawiam !
Jak mus to mus trzeba się "poprawić" 😉
Ja też mam lenia, ale próbuję go zadusić 😉
kłaczki masz śliczne, a i długość świetna …. co do akcji się nie przyłączam bo jak teraz na blond przeszłam to bym wyglądała jak półdupek zza krzaka 😛
Rozumiem 😉
Nad długością i jakością nieustannie pracuję 😉
Aaa, "że ekolodzy wstali i zaczęli klaskać w autobusie" padłam 🙂
Do bezfarbia się nie przyłączę, bo siwym straszyć nie zamierzam.
Z natur na łeb czasem kładę zielska różne, przyrządzone w wiedźmim kotle, tfu, młynkiem zmielone na pył i na wzór hinduskich dobroci przyrządzone, co tam akurat słabo schodzi w piciu: skrzyp, pokrzywa, szałwia, bo skalp lubi. Nie lubi nazwy skalp. Też czasem algi, tudzież drożdże zdarzy mi się użyć, wszystko co łatwo czyni paćkę po dodaniu wody/jogurtu/oleju. Paćkę ową przed myciem na łeb metodą w folię i czapkę na pól godzinki, tudzież do maski dodane i jak wyżej. Jaja nie, jaja zjadam, na łeb nie kładę, bo łeb nie przepada, jajowe proteiny woli dostawać drogą wewnętrzną.
Ja już mam przeprotenowanie zaliczone, teraz jestem, ostrożniejsza heheh 😉
A ziół to nie próbowałam, trzeba obczaić temat!
ale błyszczą 🙂 ja tam właśnie malowałam dzisiaj swoje, pracuje wśród wielu ludzi, to muszę jakoś wyglądać :p
Ja żyję na bezludziu, to jest mi łatwiej 😉
Włosy ze zdjęcia na zdjęcie coraz bardziej zacne. Ja z mieszanek domowych lubię: dwie łyżki Kallos Latte lub co tam się nawinie jako baza, do tego wbijam żółtko, dodaję oliwy i mąki ziemniaczanej, bo ponoć dobrze działa na włosy. No i działa. Noszę to z dwie godziny i zmywam. Na koniec robię plukanke z octu – łyżka octu w misce wody i chlus na łeb. Włosy lsnia jak psu jajca. Polecam!
Z tym octem, to sposób mojej prababci, ależ ona miała piękne włosy! Dzięki za przypomnienie 😉 Ocet mam, bo lubię galaretę z octem hehe 😀
A z kartoflanką też trzeba spróbować!
Próbowałam kiedyś nakładać taką maskę na włosy, ale bez cytryny i może dlatego włosy śmierdziały jajkami do następnego mycia 😛
Hehe możliwe, ja jajco stłumiłam 😉
Ja z moją czerwienią niestety nie mogę się przyłączyć do bezfarbia, ale szampony alterrowe są naprawdę fajne 🙂
Noooo z czerwienią byłoby ciężkoooo 🙂
uwielbiam Cie:DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
Dziękiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii 😀
Deutoplazma-czlowiek uczy sie cale zycie 😉 Dzieki Tobie moze uda mi sie zablysnac w towarzystwie 🙂
Hehe spoko 😉 Błyszcz :*
Tyś to jednak pierdzielnięta zdrowo jest :O
Tak jakoś wyszło 😀
Jaki połysk mega ! 🙂
🙂
Że mam włosy jak myszy psita, czyli – mysioszare, cieniutkie i rzadziutkie to…
– jogurt plus jajco plus miód (usiłuję jakoś je ciut rozjaśnić, żeby nie były szare a z jakimś polotem i połyskiem złotawym)
– glut z siemienia lnianego i nie spłukiwac, wysuszyć i wuala!
– płukanie zwietrzałym piwem (oszczędności poimprezowe, gospodarna pani domu ze mnie)
też odstawiam farby – znaczy, niech mi pasemka odrastają. Na Tajwanie te sztywne czarne chińskie kudły to farbują perhydrolem do napędzania łodzi podwodnych, żeby coś chyciło – a jak by mi jakiś zboczeniec gej stylista na głowę nałozył takie coś to ja bym była łysa a on martwy. Zatem siłą rzeczy do świąt minimum będę naturalna i sote.
OD razu mówię – moje włosy są : cienkie, liche, rzadkie, śliskie i gładkie (poza miejscami gdzie są niegładkie bo się powycierały i pomechaciły). Nie da się ich przeproteinowac i spuszyć. Niczym, poza tapirowaniem chyba. Ale nie ponoszę odpowiedzialności za to, co moje mieszanki mogą zrobić z cudzymi, mniej mysio-psitowymi niż moje.
Łooo, to tak jak moje :O (ja spamowałam wyżej o jogurcie m.in – chyba powinnam się podpisywać jakoś, a zatem Sami jestem, miło mi). Choć przeproteinowanie lekkie raz się zdarzylo – ale to było po szamponetce z keratyną, masce z proteinami i piwem, także im się nie dziwię 😀
A raz jak miałam kilka sztuk pasemek i mi się znudziły – to ciachnęłam nożyczkami, problem solved 😀
Z innych eko mikstur co kładłam na łeb, to hmm, chyba drożdże z mlekiem – niestety, nie pamiętam efektow, szału chyba więc nie zrobiły, tylko martwiłam się potem, że śmierdzę 😀
Piwa muszę koniecznie spróbować w ramach poimprezowych oszczędności 😉
Pasemka uwalone nożyczkami- tego jeszcze nie było, hehhe to Ty hardkor jesteś 😀
Dodaj komentarz